Siedzę, przy jednej zapalonej żarówce, grzankach z serem z mikrofalówki, słuchając Pink Floyd, myśląc o nich wszystkich.
O tym jednym, którego imienia boję się wypowiedzieć. A może po prostu nie chcę? Męczy mnie to, że jestem bezsilna i mimo, że minęło tak dużo czasu ja nadal nic nie zrobiłam. A gdyby tak się cofnąć? Gdyby zrobić tak, jak było powiedziane na początku? Gdybym dała sobie spokój, żyła w cierpliwości, skromności i niepokoju, byłoby tak, jak chcę? Jak myślisz?
Mówił, że muszę poczekać, zmienić się. Byłam gotowa na wszystko. Zrobiłam rzeczy, o których bym nigdy nie pomyślała. Byłam pierwsza, a on mój pierwszy. I po co? Jest tyle pytań, na które chciałabym znać odpowiedź. Z jego ust. Szczerą i prawdziwą, nie oszukaną. Cały czas myśle, ze wszystko się jeszcze odmieni i powróci...
Minęło 5 miesięcy. Płynie 6. Cóż więcej dodać? Całe wakacje, czerwiec. Wszystkie ciepłe dni miałam spędzić właśnie z nim, na wspólnych wyjazdach, spotkaniach. Miało być tak błogo i miło. Nie wierzę, że minęło tak dużo czasu a ja nadal jestem słaba, pozostawiona sama sobie na lodzie.
Zastanawiałam się, czy jest sens. Doszłam do wniosku, że nie. Problem najwyraźniej polega na tym, że nie chcę dać sobie spokoju. Mogłabym nawet powiedzieć, że ten chłopak mnie opętał. Wyszukałam w sobie Wertera, który umiera z tęsknoty, wyzywa Boga i posądza za swoją krzywdę innych. Ale po co? Każdy mówi mi, abym szła do przodu, zapomniała i się tylko śmiała. Abym nie rozdrapywała ran. To niełatwe.
Jest na zmianę. Raz się z niego śmieję, raz za nim płaczę. Jednego razu się bawimy w pełnym znaczeniu tego słowa, innym razem się wyzywamy.
Wpadłam w pułapkę i nie potrafię się uwolnić. Wybaczam mu wszystkie czyny, które nie raz doprowadziły mnie do dna. Kłamię, aby poprawić sobie humor, aby przejrzeć choć na chwilę na oczy z innej perspektywy. To nieuleczalne.
Podobno trzeba działać, nie stać w miejscu tylko iść.
Jutro opuszczam szkolne zajęcia, by do niego zapukać z samego rana. Oprę się, jeśli Bóg będzie czuwał. Jeśli mnie skusi, a Bóg da wolność, zostanę tylko upokorzona w jego oczach i wykorzystana przez jego język i ciało.
Niebawem tu wrócę, wszystko opowiem...
Księżyc sprytnie zagląda zza Drzewka Szczęścia. Może to jakiś znak?