niedziela, 23 stycznia 2011

Nie byłam w stanie wczoraj wydusić z siebie słowa po tym, co się stało.

Od zawsze byłam zdania, że w towarzystwie, które ma zamiar sięgnąć po alkohol zawsze powinna być osoba rozgarnięta, niepijąca (bądź mało pijąca), która ma pod kontrolą sytuacje i zdarzenia. W towarzystwie, w którym przebywam ja, jak można się domyślić to ja jestem niepijąca, i ja za wszystko odpowiadam. I gdy przychodzi taki moment, że ktoś pada, nie ma siły się bronić, nie radzi sobie, bądź coś mu grozi, po prostu trzeba mu pomóc. Tak się mówi, gdy są lekcje resuscytacji, czy pierwszej pomocy, "Po co mi to, to nieprzydatne.", wiem. Też tak myślałam. Ale jak usłyszałam grzmot poniemieckiego kaloryfera, zgrzyt zębów, poczułam tryskającą krew to po prostu zaniemówiłam.

Wstałam, podniosłam jego głowę. Moja dłoń we krwi, jedna i druga. Od razu sprawdzam puls. Woda, chusteczki, cokolwiek, co tamuje krwotok. Chłopak był pod wpływem dużej ilości alkoholu. Krew ciekła wszędzie. Głębokie rozcięcie niedaleko skroni.







Jedno jest pewne. Nie pójdę już na półpiętro.

piątek, 21 stycznia 2011

Mam na imię Perła.

Miałam czterech. Z pierwszym nie rozmawiam od dwóch miesięcy. Z drugim jest związana bardzo długa historia, przykra. Mam z nim kontakt, choć nie chcę. Trzeciego nie chcę, nie jestem pewna, czy potrafię być dobra. A czwarty... chciałabym, bo jest kimś. Można by uznać, idealny. Udaje, wykorzystuje, daje zgubną nadzieję. Może mi się tylko tak wydaje, to zakochanie. Boję się. I chyba mam czego...


Siedemnaście lat. Czekałam, są tego priorytety.









To nie potrwa długo, aż będziesz mój? To nie potrwa długo dopóki? To nie potrwa długo, zanim odejdziesz?

To były ciężkie, męczące pięć dni. Nigdzie nie wychodzę, żadnych zabaw, tylko nauka. Bo jestem zła, bo jestem zła.